Najczęściej oglądane
Zgubna moc alkoholu w filmach
Sposób, w jaki działa jest powszechnie znany. Przyjmowany w rozsądnych dawkach, relaksuje. W nieco większych, może przyprawić o szereg mało przyjemnych wrażeń, od krótkotrwałej amnezji, poprzez stopniową utratę kontroli nad ciałem, po uporczywy ból głowy, który jednak nie ma nic wspólnego z migreną. Te niezwykłe, wręcz sprzeczne właściwości, będące prostym następstwem konsumpcji trunków, stały się pożywką dla filmowców.
Zadziwiające jak często alkohol, w połączeniu z nieograniczoną wyobraźnią twórców z fabryki snów, zyskuje na ekranie nowe znaczenie, stanowiąc istotną siłę napędową akcji. Zacznijmy od przypomnienia postaci, która dzięki swojemu upodobaniu do wódki z dodatkiem mleka i likieru kawowego, mikstury zwanej w barmańskiej nomenklaturze Białym Rosjaninem, gościła już na łamach Open Baru. Mylą się wszyscy ci, którym wydaje się, że niewinne przyzwyczajenie Big Lebowskiego - bo o nim mowa - może, co najwyżej, wprowadzić go w permanentny stan kaca, lecz nie w poważne tarapaty. Biały Rosjanin to całkowicie nieprzypadkowy element w machinie szalonych pomysłów składających się na fabułę filmu braci Coen. W rękach tych, którym działania bohatera niekoniecznie odpowiadają, staje się niezwykle skuteczną bronią, pozwalającą uśpić jego czujność. I to na dodatek dosłownie, gdyż częstując Lebowskiego Białym Rosjaninem wzbogaconym o dodatkowy składnik w postaci środków nasennych, gangsterzy zapewniają mu błogi stan nieświadomości, a sobie czas na podjęcie działań. Motyw, do którego odwołują się Coenowie, choć zgrabnie wpleciony w akcję, nie należy do najnowszych w dziejach kinematografii. Mistrz dawkowania napięcia, Alfred Hitchcock uczynił bowiem podobny użytek z alkoholu nieco wcześniej, w jednym ze swoich dzieł. W sensacyjnym filmie Północ, północny zachód zawartość butelki bourbonu sama w sobie nosi cechy niebezpiecznego narzędzia. Przestępcy najpierw uprowadzają swoją ofiarę, by następnie spoić ją szklanicą amerykańskiej whiskey i półprzytomną pozostawić za kierownicą samochodu pędzącego nad stromą przepaścią. Choć finał wydaje się oczywisty, brytyjski reżyser w charakterystycznym dla siebie stylu zaskakuje widzów nagłym zwrotem akcji i ratuje bohatera (w tej roli Cary Grant) przed pewną śmiercią, wysyłając mu na spotkanie patrol policji… Jak wiadomo happy end niekoniecznie musi wieńczyć każdą filmową opowieść i pewnie trudno zliczyć te, w których alkohol przyczynił się do tragicznego zakończenia jako skuteczny instrument zbrodni. Wystarczy, że przywołamy wątki morderstw z dzieł tak znanych twórców jak Robert Altman czy Woody Allen. Pierwszy z reżyserów, decyduje się uśmiercić jednego z bohaterów Gosford Park, sir Williama McCordle za pomocą trucizny, która w tajemniczy sposób trafia z pomieszczenia dla służby do gabinetu właściciela wiejskiej rezydencji, a dokładniej do karafki z whisky, po którą ten sięga często. Morderstwo w filmie Altmana, choć nierozwikłane stanowi niewątpliwie punkt zwrotny dla dalszej akcji, co znacznie podnosi rangę trunku w kontekście całej opowieści. Zbrodnia u Allena ma również opierać się na wykorzystaniu alkoholu. Sen Kasandry ukazuje bowiem nie tylko jak łatwo ludzka osobowość podlega degeneracji, ale także jak piwo z niepozornego trunku może przeistoczyć się w śmiercionośny napój, dzięki zawartości silnych proszków psychotropowych. Ostatecznie to nie ów alkohol stanowi bezpośrednią przyczynę dramatycznego finału, jednak jego obecność w morderczym procederze pozostaje niezakwestionowana. Jest tak samo pewna jak zawartość procentów w każdej butelce trunku.





