Najczęściej oglądane
Między Słowami
Między słowami (Lost in Translation) reż. Sofia Coppola
Przestronne wnętrze skąpane w delikatnym półmroku punktowego oświetlenia. Szum cichych rozmów gości, sączących trunki przy symetrycznie ustawionych stolikach. Uprzejme uśmiechy, spokojne głosy, miarowe uderzenia kostek lodu o dno przechylanych szklanek. Kontuar baru dający samotnym bywalcom schronienie w ciepłym blasku ustawionych rzędem lamp. Minimalizm i elegancja wystroju. Leniwie wypełniające salę dźwięki fortepianu uzupełniane przez melancholijny kobiecy wokal. Wreszcie, jakby nieobecny dla gości, imponujący widok na wydobywające się z ciemności nocy oświetlone drapacze chmur.
Oto bar, jaki spotkać można w większości wielkomiejskich hoteli o wysokim standardzie. Oto utrwalone w pamięci filmowych widzów wyobrażenie na temat luksusowego miejsca spotkań przy szklaneczce „czegoś mocniejszego”. A co najważniejsze, oto wnętrze, do którego wielokrotnie zabiera nas reżyser Sofia Coppola by obserwować głównych bohaterów obrazu Między słowami (Lost in Translation). Bob Harris (w tej roli Bill Muray) i Charlotte (Scarlett Johansson), dwoje Amerykanów przebywający chwilowo w Japonii, napotykają trudności w rozumieniu obcej kultury, ale przede wszystkim własnych życiowych sytuacji. Dla dojrzałego aktora, którego sława i namiętna małżeńska miłość wydają się już należeć do przeszłości, jak i dla młodej kobiety, próbującej odnaleźć się w roli żony rozchwytywanego fotografa, New York Bar w Hotelu Park Hyatt w Tokio nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi nie tylko oazę spokoju, schronienie, pozwalające choć na moment uciec od zatłoczonych ulic japońskiej metropolii, ferii neonowych świateł, agresywnych odgłosów wszechobecnych automatów do gry, a także komunikacyjnych nieporozumień i nadmiaru wolnego czasu. W przypadku bohaterów hotelowy bar okazuje się miejscem właściwym dla nawiązania autentycznego kontaktu, zdjęcia maski nałożonej przez innych oraz wyjścia z roli, jaką przyjmuje się nawet w relacji z najbliższymi. Wszystko, co najważniejsze zachodzi właśnie w tym miejscu, między słowami i ... kolejkami whisky.
Jeśli ktoś wyobraża sobie, że bar japońskiego hotelu oferuje swoim gościom wyłącznie sake, to film Coppoli przekonuje, że tak być nie musi. Co prawda, tradycyjny ryżowy trunek również pojawia się w jednej ze scen, i co charakterystyczne, pity jest z cyprysowych masu. Jednak niekwestionowany prym na ekranie wiedzie whisky Suntory, czyli najbardziej znana japońska „woda życia”. Szklanka trunku, zawsze rozcieńczonego lodem i napełniona do połowy, jest stałym atrybutem towarzyszącym wizytom Boba w barze. Jak twierdzi „whisky działa” i zachęca Charlotte by sama się o tym przekonała. Trudno powiedzieć, czy na jego wybór rzutują osobiste preferencje czy też reklama Suntory, w której bierze udział, przymuszony marketingową decyzją swojego agenta. Co ciekawe, twarz aktora, zapomnianego w ojczystym kraju, jest doskonale rozpoznawalna wśród Japończyków, kojarzących beztrosko swój rodzimy produkt z takimi wytworami zachodniej kultury, jak: dżentelmen, Sinatra czy agent 007. Przy okazji warto zauważyć, że już dawno nie było filmu, który w sposób równie jawny, a przy tym zabawny promowałby określoną markę. Charakterystyczna, pękata butelka z białą etykietą, opisana japońskimi literami, gości w obiektywie Sofii Coppoli równie często jak obraz hotelowego baru, w którym bohaterowie zawierają znajomość i dokonują oficjalnego pożegnania. Miejsca, w którym to co najważniejsze pozostaje ukryte między słowami.
Gwoli uczciwości należy wspomnieć o doniesieniach wielbicieli filmu, według których bar istnieje również poza ekranem, w rzeczywistości, lecz nie posiada w swoim menu Suntory whisky, choćby szukać jej między ... innymi trunkami...





