Najczęściej oglądane
Frank Sinatra
Swym głębokim, nieco szorstkim, ale zawsze uwodzicielskim głosem wywoływał piski nastoletnich fanek na długo przez pojawieniem się Presleya i Beatlesów. Frank Sinatra, pieszczotliwie nazywany ‘Frankie’ z łatwością zdobywał serce publiczności oraz kolejne kochanki. Ilość kobiet, które przewinęły się przez jego łóżko może spokojnie równać się z liczbą piosenek składających się na jego bogaty dorobek. Artysta niewątpliwie przejawiał słabość wobec płci pięknej, ale nie potrafił dochować wierności żadnej z jej przedstawicielek. Stałym uczuciem obdarzył tylko jedną miłość swego życia. Była nią … whiskey spod znaku Jacka Danielsa.
Jeśli wierzyć wszelkim dostępnym źródłom (w tym obszernej biografii autorstwa A. Summersa i R. Swana), Sinatra zakochał się w trunku z Tennessee będąc już dojrzałym trzydziestoletnim mężczyzną. Bardzo szybko niewinny romans przeistoczył się w gorące uczucie. Frank stracił głowę dla Danielsa nie w mniejszym stopniu niż wcześniej dla pięknej gwiazdy Hollywood, Avy Gardner. Przyjaciele piosenkarza, podobnie jak jego czwarta żona, Mia Farrow, pozostają zgodni w twierdzeniu, iż opróżniał on butelkę whiskey dziennie! Nic więc dziwnego, że wkrótce stała się ona nieodłącznym elementem wyposażenia jego garderoby. Co więcej, Sinatra lubił afiszować się z marką Jacka Danielsa niczym z piękną kobietą. Firmowe logo whiskey zdobiło jego blezer, a niekiedy powiewało dumnie na fladze przed rezydencją artysty w Kalifornii. Miłość Franka była tak wielka, że nie mogła pozostać niezauważona, zwłaszcza przez producenta obiektu jego pragnień. Amerykański gwiazdor za swoją lojalność wobec marki został uhonorowany tytułem Szlachetnego Stanu Tennessee i obdarowany ziemią o niebagatelnej wielkości jednego akra.
Ogromne przywiązanie piosenkarza do ognistego napitku mniej cieszyło tych, którzy przebywali z nim na co dzień. Po opróżnieniu kształtnej butelki Jacka Danielsa, Sinatra zamiast paść na ziemię niczym kłoda, nabierał niezwykłej werwy, która skłaniała go do działań wysoce destrukcyjnych. W pijackim szale demolował pomieszczenia, a nawet wszczynał bijatyki. Ofiarą tych ostatnich padali w szczególności dziennikarze krytykujący artystę. Jeden z nich, Mortimer, nawet po śmierci doczekał się zniewagi ze strony Franka, który pod wpływem whiskey przemierzył sporą odległość, by oddać mocz na grób publicysty. Znajomi Sinatry wiedzieli, że pijanego gwiazdora najlepiej jest omijać z daleka. Gdyby podobną świadomość posiadał pewien obywatel, zapewne uniknąłby draśnięcia kulą z pistoletu, którym Frank i Ava Gardner, rozbawieni i dalecy od trzeźwości, strzelali do ulicznych latarni. Druga żona artysty podzielała jego słabość do napojów alkoholowych. Małżonkowie, poza wzajemnym oskarżaniem się o zdradę oraz urządzaniem dzikich awantur, mieli w nawyku rozpoczynać wieczór od trzech dużych kieliszków Martini, wina do kolacji a kończyć na whiskey w nocnych klubach.
Kiedy po 83 latach świecenia pełnym blaskiem gwiazda Franka zgasła, fani udowodnili jak dobrze znają przyzwyczajenie swojego idola. Na chodniku, obok kwiatów, a niekiedy zamiast nich, składano butelki Jacka Danielsa. Nie można wyobrazić sobie piękniejszego hołdu dla kogoś, kto całe życie powtarzał, iż nie ufa ludziom, którzy nie piją.





