'

Najczęściej oglądane

Alfred Hitchcock

> Postacie autentyczne >      Alfred Hitchcock

Znamy go wszyscy. Korpulentna postać z wysoko uniesioną głową, której profil stał się znakiem rozpoznawalnym dla milionów miłośników kina na świecie. Przez lata gościł w szklanym okienku telewizora, by zapraszać widzów na mrożące krew w żyłach seanse własnych dzieł. Równie często pojawiał się w pierwszych minutach swoich filmów. Panie i Panowie, mistrz suspensu, Alfred Hitchcock.


Zawsze perfekcyjny, pedantyczny w swych działaniach, pełen nowatorskich pomysłów. Zasługi brytyjskiego twórcy na polu kinematografii są spore. Co ciekawe, równie dużo uczynił by jego życiorys obfitował w tajemnice i zagadki, nie odbiegające od tych, jakie umieszczał w misternie konstruowanych opowieściach filmowych. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że posiadał trzy nałogi: uzależnienie od jedzenia, upodobanie do zmysłowych blondynek, oraz słabość do alkoholu.

Wszystko zaczęło się dosyć niewinnie, od podróży poślubnej, jaką państwo Hitchcock odbywali w 1926 roku. Szwajcarski kurort Saint Moritz oczarował nowożeńców nie tyle wspaniałymi warunkami do uprawiania sportów zimowych, co piwnicami ekskluzywnych restauracji, bogato zaopatrzonymi w najróżniejsze gatunki win. Alfred i jego żona Alma spędzali sporo czasu smakując czerwony trunek włoskiego pochodzenia, jak i lokalny wyrób, Apfelwein. To właśnie białe wino jabłkowe, sprowadzane co miesiąc skrzyniami z Saint Moritz, zagościło na dobre w domu reżysera, by cieszyć podniebienie gospodarzy przez cały rok. Stanowiło zresztą część większej dostawy produktów ze starego kontynentu, które Hitchcock degustował w czasie europejskich podróży i bez których nie mógł się później obyć. Jednak to nie erudycja w temacie jedzenia, ale właśnie win stała się główną przyczyną uhonorowania brytyjskiego filmowca tytułem Chevalier du Tastevin podczas Burgundzkiego Festiwalu Win w 1960 roku.

Przyjaciele i znajomi Alfreda nie mieli jednak okazji poznać jego gustu w tej dziedzinie. „Nie zamierzam marnować dobrego wina podając go gościom!” twierdził reżyser, a wszystkich zaproszonych częstował mocniejszymi trunkami. Jeden z przyrządzanych przez niego drinków o zagadkowej nazwie Biała Dama, i równie tajemniczym składzie, którego próżno by szukać we wspomnieniach o Hitchu, bardzo szybko wprawiał pijących w stan nietrzeźwości. Zapewne takie momenty wykorzystywał twórca do prezentacji swojego popisowego numeru. Rozbierając się do pasa odsłaniał przed pijanym towarzystwem brzuch pokaźnej wielkości oraz wymalowaną na nim szminką żony twarz gwiżdżącego marynarza. Wystarczyło kilka potrząśnięć tuszą a rysunek ożywał, co oczywiście wywoływało salwy śmiechu. Nie ma wątpliwości, że przed wykonaniem Gwiżdżącego marynarza sam reżyser musiał być po kilku „głębszych”.

Niestety, Hitchcock sięgał po alkohol nie tylko przy okazji towarzyskich spotkań, ale również w momentach kryzysowych, co w przypadku jego profesji nie było rzadkością. Słabość do trunków nasiliła się w ostatnim etapie życia filmowca i przybrała postać uzależnienia, kiedy łamiąc zakazy lekarzy pozwalał sobie na szklankę czegoś mocniejszego. Nic więc dziwnego, że wystąpienie reżysera podczas gali rozdania Oscarów w 1979 roku, z okazji uhonorowania go statuetką za całokształt twórczości, do ostatniej minuty trzymało organizatorów w niepewności. Dokładnie tak jak akcja filmów mistrza suspensu.

Wybierz stronę

Content